Dołącz do czytelników
Brak wyników

Otwarty dostęp , Pomysł na lekcję

18 marca 2021

NR 48 (Marzec 2021)

Mechanizmy gamifikacji na lekcji a ocenianie

0 226

Jak motywować uczniów oraz jak ich oceniać, aby z jednej strony podtrzymać ich zaangażowanie, a z drugiej strony dać rzetelną informację na temat ich umiejętności w postaci oceny?

Epidemia COVID-19 oraz edukacja zdalna wymusiły na systemie oświaty wiele zmian. Nam, nauczycielom, przyszło pożegnać się z utartymi schematami, które dobrze funkcjonowały w szkole stacjonarnej. Postrzegam swoją pracę z uczniami jako innowacyjną. Staram się nadążać za najnowszymi trendami edukacyjnymi i – po dostosowaniu ich do warunków szkolnych i możliwości moich uczniów – stosować je na prowadzonych przeze mnie lekcjach matematyki. W tym artykule opiszę czynniki, które doprowadziły mnie do drastyczniej zmiany sposobu pracy z uczniami, a w szczególności modyfikacji systemu oceniania. 

POLECAMY

Ocenianie przed epidemią

Przez prawie dwadzieścia lat oceniałam moich uczniów w kategoriach: praca pisemna, praca na lekcji i praca domowa. Wymieniłam je w nieprzypadkowej kolejności. Najważniejsze były prace pisemne, czyli sprawdziany i kartkówki. Traktowałam je jako rzetelny obraz wiedzy, umiejętności i postaw moich uczniów. Dzieciaki i młodzież musiały wykazać się odpowiednim nastawieniem, tzn. rzetelnie przygotować się do klasówki/kartkówki, która była okazją do prezentacji ich wiedzy i umiejętności. Następną w kategorii ważności była praca na lekcji, rozumiana przeze mnie jako wszelkie aktywności poza odpowiedziami ustnymi, których nigdy od początku mojej kariery nauczyciela matematyki nie oceniałam. Była to np. praca w grupach z wykorzystaniem metod aktywizujących, gier, zabaw oraz narzędzi TIK. Uczniowie doskonalili tutaj nie tylko swoje kompetencje matematyczno-informatyczne, ale równie ważne, jak nie ważniejsze kompetencje społeczne – współpracy w grupie, odpowiedzialności za wspólny rezultat, innowacyjność, kreatywność czy ekspresję twórczą. Ostatnią kategorię, czyli oceny z pracy domowej, traktowałam jako okazję, która uczniom z trudnościami pozwalała podwyższyć ocenę z matematyki, a pozostałym zapewniała utrzymanie na wysokim poziomie umiejętności matematycznych.
W tym sposobie oceniania realna i samodzielna praca ucznia była oceniana przeze mnie w dwóch z trzech kategorii ocen. Zasoby zewnętrzne, takie jak rodzic czy szeroko rozumiana sieć internetowa, nie zawsze uczciwie przez uczniów wykorzystywane, nie wpływały znacząco na wysokość oceny z matematyki. Były czynnikiem obecnym jedynie w momencie wykonywania pracy domowej.
Taki sposób pracy i funkcjonujący w nim system oceniania uważałam za rzetelny. Wystawiałam oceny, biorąc również pod uwagę starania uczniów, niejednokrotnie pomijając końcowy rezultat i wysokość oceny. Uwzględniałam indywidualne potrzeby i ograniczenia w uczeniu się matematyki. Uczniowie mieli bardzo dużo ocen, co dawało mi przejrzysty obraz i informację na temat ich semestralnej i rocznej pracy. Sama byłam tak uczona i oceniana w taki sposób.

Ocenianie podczas nauki zdalnej

To, co działo się w edukacji w drugim semestrze roku szkolnego 2019/2020, brutalnie obeszło się z moim sposobem pracy i systemem oceniania. Okazało się, że brak fizycznej obecności nauczyciela i zastąpienie go przez rodzica i/lub internet daje zaskakujące rezultaty. Niestety, muszę to powiedzieć z żalem, dorośli nie zdali egzaminu i nie pokazali swoim dzieciom, czym jest uczciwa i samodzielna praca. Jak zwykle okazało się, że oceny są najważniejsze. Pisząc ironicznie: działy się cuda, wszyscy otrzymywali piątkę za piątką. Cieszył mnie fakt, że praca w domu pozytywnie wpływała na uczniów, którym zawsze stres szkolny obniżał ocenę. Cisza domowego pokoju, w przeciwieństwie do rozgardiaszu szkoły, podwyższała ocenę. Nie dziwiło mnie, gdy oceny były o jeden stopień wyższe. Jednak przecierałam oczy ze zdumienia, gdy uczniowie, którzy normalnie z prac pisanych w szkole otrzymywali ocenę dopuszczającą, sprawdziany online oddawali napisane bezbłędnie. Byłam po prostu w szoku, który przerodził się w ogromny niesmak, gdy mijały kolejne tygodnie edukacji zdalnej.
Był to bardzo trudny czas dla dzieci, więc aby docenić starania uczniów, oceny końcowe były wyższe. Jednak patrząc z perspektywy na działania podjęte przeze mnie w końcówce roku szkolnego 2019/2020, wiem, że popełniłam błąd. Uczniowie, a co gorzej – ich rodzice wmówili sobie, że te oceny odzwierciedlają rzeczywiste umiejętności. Tak, oczywiście, nie było, o czym brutalnie przekonałam się we wrześniu i październiku kolejnego roku szkolnego. Oceny wróciły do wysokości sprzed edukacji zdalnej. Niestety, trzeba to samo powiedzieć również o umiejętnościach dzieci. Zatrzymały się one w większości na tych nabytych w okresie edukacji stacjonarnej. Powodowało to we mnie ogromny niesmak i dysonans moralny. Piszę tutaj o ocenach, jednak są one dla mnie przede wszystkim rezultatem umiejętności nabytych przez moich uczniów. Okazało się, że poziom umiejętności był odwrotnie proporcjonalny do wysokości ocen. Niestety, winę ponosimy my, dorośli – zarówno rodzice, jak i nauczyciele. Nie potrafiliśmy nauczyć dzieci, jak samodzielnie się uczyć. Nie potrafiliśmy nauczyć ich odpowiedzialności za proces nabywania wiedzy. Nie potrafiliśmy zmienić naszego, a co za tym idzie – ich sposobu myślenia o edukacji i postrzegania jej jedynie przez pryzmat ocen, a nie zdobywania wiedzy i nowych kompetencji. 

Edukacja a relacja

Im dłużej jestem nauczycielem, tym częściej jestem skłonna do refleksji nad swoją pracą. Uważam, że edukacja to przede wszystkim relacja. Ubolewam ogromnie, że takie podejście do nauczania nie jest obecne wśród osób, które mają realny wpływ na kształt polskiej szkoły. Tam nadal, na różnych szczeblach, liczy się prawie wyłącznie średni wynik egzaminu zewnętrznego. Jego wysokość buduje markę szkoły i renomę nauczyciela. Nikt nie zadaje sobie trudu, aby popatrzeć na ten proces szerzej i wziąć np. pod uwagę różnorakie opinie i orzeczenia posiadane przez uczniów, a wydawane przez poradnie psychologiczno-pedagogiczne. 
Zasadnicze pytanie brzmi, jak odnaleźć się w tak trudnej rzeczywistości szkolnej, szczególnie teraz, w czasie edukacji zdalnej. Jak motywować uczniów, jak ich oceniać, aby z jednej strony podtrzymać ich zaangażowanie, a z drugiej dać rzetelną informację na temat ich umiejętności w postaci oceny, bo koniec końców zawsze na tym proces nauczania, niestety, się kończy.

Mechanizmy gamifikacji na lekcji

Aby uniknąć sytuacji z pierwszego okresu edukacji zdalnej, całkowicie wyeliminowałam sprawdziany. Kartkówki pozostały jedyną formą sprawdzania wiedzy. Pojawiały się jednak relatywnie rzadziej niż w edukacji stacjonarnej. Bez zmian w częstości zadawania pozostały prace domowe. Postanowiłam jednak jeszcze bardziej promować odpowiedzialność za samodzielną naukę, której wymiernym efektem było dla mnie terminowe oddawanie prac domowych. Aby zrealizować te cele, postanowiłam zastosować na swojej lekcji mechanizmy gamifikacji.

System odznak zamiast ocen

Na początku eksperyment ten wprowadziłam tylko w jednej klasie, najmłodszej, jaką obecnie uczę, czyli w klasie szóstej. Ocenianie prawie całkowicie zastąpiłam systemem odznak. Chciałam, aby zdobywanie kolejnych z nich sprawiało uczniom radość i było formą zabawy. Miałam nadzieję, że zastosowane mechanizmy obecne w grach wyzwolą w uczniach pozytywne emocje, które wpłyną pozytywnie na ich zaangażowanie.
Zadaniem uczniów było pozyskanie odpowiednich zasobów i budowa wesołego miasteczka. Oto stworzony przeze mnie system odznak:
 


Na początku należało uzyskać zgodę na budowę. Następnie można było stawiać karuzele dla dzieci na trzech poziomach. Kolejny etap to dodatkowe atrakcje dla dzieciaków, takie jak wesoła kolejka, pociąg strachu czy gabinet krzywych luster. Zdobywając kolejne odznaki, uczniowie mogli rozpocząć budowę części wesołego miasteczka dedykowanego osobom dorosłym. Również dla nich przewidziane były dodatkowe atrakcje, np. przelot balonem czy skok na bungie. Następnie mogli wzbogacać swoje wesołe miasteczko o restauracje, tereny zielone, hotele czy obecność służb gwarantujących bezpieczeństwo. 
Przygotowałam dla każdego ucznia prezentację z wolną przestrzenią, w której mogli budować swoje wesołe miasteczko, wybierając spośród wielu przygotowanych przeze mnie karuzel i atrakcji. Oto dwa przykłady wesołych miasteczek wykonanych przez moich uczniów:


Zdobywanie jednej odznaki trwało mniej więcej dwie lekcje. Uczniowie pisali kartkówkę lub robili zadanie domowe. Gdy prace te były wykonywane po terminie, odejmowałam 20% możliwych do uzyskania punktów. Aby otrzymać odznakę, wystarczyło uzyskać 80% możliwych do uzyskania punktów. Punkty się kumulowały, więc w przypadku, gdy w jednym zadaniu zabrakło wymaganej liczby punktów, wówczas można było podciągnąć sobie punktami uzyskanymi wcześniej lub kolejnymi możliwymi do zdobycia. Dzieciaki nie mogły doczekać się otrzymania pozwolenia na budowę i pierwszej odznaki z karuzelami. Potem poszło już w miarę łatwo.
Największy jednak problem miały z przestawieniem się na nowy tok myślenia. Wielokrotnie musiałam odpowiadać na pytanie: Czy to jest na ocenę, czy na odznakę? Nie potrafiły zrozumieć, że nie będzie na razie wielu ocen, tylko jedna na koniec projektu, za zaangażowanie i systematyczną pracę. O tym całym eksperymencie uprzedziłam, oczywiście, rodziców, wyjaśniając im, podobnie jak czytającemu ten artykuł, moją motywację, która leżała u podstaw wprowadzonej zmiany.
Gdy już stworzyłam uczniom okazję do zdobycia wszystkich odznak, wystawiłam jedną ocenę, a następnie zapytałam ich w anonimowej ankiecie, w jaki sposób chcą, aby odbywało się ocenianie w kolejnych działach. 86% opowiedziało się za utrzymaniem systemu odznak. Byłam pozytywnie zaskoczona plusami, jakie dostrzegają właśnie w tym sposobie oceniania. Oto kilka opinii moich uczniów, którzy odpowiadali na polecenie: „Napisz, co najbardziej podobało Ci się, gdy otrzymywałaś(-eś) odznaki”:

  • Podobało mi się, jak mogłam robić wesołe miasteczko, a to odstresowało od różnych kartkówek.
  • Zabawa.
  • Najlepsza jest nauka przez zabawę i tworzenie swoich wesołych miasteczek – bardzo mi się to podoba.
  • Podobało mi się w otrzymywaniu odznak to, że dodawało mi chęci do robienia zadań.
  • Motywacja.
  • Najbardziej podobało mi się to, że jak dostałam mniej punktów za zadanie domowe, to nie dostawałam od razu niższej oceny, tylko miałam szansę poprawić to innymi zadaniami. Jest to mniej stresujące.
  • Podobało mi się, że nie muszę się stresować i pokazuję wtedy moje lepsze umiejętności.
  • Podobało mi się to, że podczas otrzymywania odznak mogłam dalej budować wesołe miasteczko.
  • Dzięki temu systemowi nie muszę się tak stresować i jestem spokojny.
  • Podobało mi się to, że mniej się stresowałam, mogliśmy sobie robić wesołe miasteczko, co bardzo mi się podobało.
  • Fajna zabawa i łatwiej mi poprawić oceny.

Po tych kilku (z kilkunastu) wypowiedziach wiedziałam już, że system się sprawdził. Zadziałały elementy gamifikacji, a ponadto udało się obniżyć poziom stresu u uczniów, związany z wystawianiem ocen, co nie było zamierzonym przeze mnie celem. Wiedziałam już, że spróbuję zaproponować tę metodę pracy i oceniania uczniom klas starszych, czyli klasom siódmej i ósmej, i będę ją dalej kontynuowała w klasie szóstej.
Opiszę kolejne systemy odznak, które wprowadziłam w poszczególnych klasach, oraz modyfikacje wprowadzone po pierwszych doświadczeniach w klasie szóstej.

Klasa szósta

Drugi system odznak wprowadziłam w grudniu, więc tematyka była automatyczna – dzieciaki zaludniały wioskę skrzatów. Tym razem do dyspozycji miały mniej, bo tylko dziesięć odznak:
Do wyboru mi...

Artykuł jest dostępny w całości tylko dla zalogowanych użytkowników.

Jak uzyskać dostęp? Wystarczy, że założysz bezpłatne konto lub zalogujesz się.
Czeka na Ciebie pakiet inspirujących materiałow pokazowych.
Załóż bezpłatne konto Zaloguj się

Przypisy